W internecie można znaleźć wiele poradników dotyczących czarteru jachtu. Są bardzo dokładne, profesjonalne i niezwykle poważne. Dowiemy się z nich, jak wybrać odpowiednią jednostkę, na co zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy, czym jest kaucja, jakie dodatkowe opłaty mogą pojawić się podczas czarteru, co zabrać na pokład, jak zaplanować trasę, jak odebrać jacht i jak go później oddać.
Wszystko zostało opisane.
Czasami nawet tak dokładnie, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno chce wynająć jacht, czy może jednak powinien najpierw ukończyć specjalistyczne studia z zakresu żeglarstwa, logistyki, meteorologii, zarządzania kryzysowego i psychologii grupowej.
Bo przecież wiadomo.
Jeśli ośmiu dorosłych ludzi ma przez tydzień mieszkać na jednym jachcie, to problemem może być nie tylko wiatr i fala.
Może nim być również pytanie:
„Kto zjadł ostatni jogurt?”
Dlatego postanowiliśmy podejść do tematu nieco inaczej.
Nie będziemy po raz kolejny udawać, że odkrywamy przed Państwem tajemnicę czarteru jachtu. Większość osób, które przyjeżdżają na Mazury, doskonale wie, że jacht trzeba zarezerwować, opłacić, odebrać, użytkować, a następnie oddać.
To naprawdę nie jest fizyka kwantowa.
Chociaż czasami, patrząc na niektóre manewry przy kei, można odnieść wrażenie, że dla części załóg jest to jednak dziedzina nauki wymagająca dalszych badań.
Po wielu latach żeglowania, prowadzenia rejsów, szkoleń i obserwowania kolejnych pokoleń żeglarzy możemy powiedzieć jedno: czarter jachtu jest prosty. To ludzie potrafią go skomplikować.
Wszystko zaczyna się od wyboru jachtu
Pierwsze pytanie brzmi zwykle:
— Jaki jacht wybrać?
I jest to bardzo dobre pytanie.
Problem w tym, że często odpowiedź na nie brzmi:
— To zależy.
Zależy od liczby osób, doświadczenia załogi, oczekiwanego komfortu, planowanej trasy, budżetu i tego, czy podczas rejsu wszyscy chcą rzeczywiście żeglować, czy może część załogi planuje głównie leżeć, jeść i pytać, kiedy będzie następny port.
W teorii sprawa jest prosta.
Osiem osób powinno wybrać jacht dla ośmiu osób.
W praktyce trzeba jeszcze uwzględnić osiem plecaków, osiem walizek, osiem poduszek, trzy zgrzewki wody, lodówkę turystyczną, gitarę, grill, piłkę, dmuchanego flaminga, sprzęt do nurkowania, ubrania na każdą możliwą pogodę i tajemniczą torbę, której nikt nie chce rozpakować, ale wszyscy wiedzą, że „może się przydać”.
I nagle okazuje się, że owszem, jacht pomieści osiem osób.
Ale już tylko siedem osób i połowę bagażu.
Dlatego jedna z najważniejszych zasad brzmi: na jacht zabieramy rzeczy potrzebne, a nie całe wyposażenie mieszkania.
Miękka torba jest zazwyczaj znacznie praktyczniejsza niż wielka walizka na kółkach. Po pierwsze, łatwiej ją schować. Po drugie, nie próbuje za każdym razem zająć całej kabiny. Po trzecie, nie trzeba negocjować z nią prawa do korzystania z koi.
W SailsTeam od lat obserwujemy również inną prawidłowość. Im więcej osób mówi przed rejsem:
— Tym razem naprawdę płyniemy żeglować!
tym większa szansa, że po pierwszym dniu ktoś zapyta:
— A daleko jeszcze do portu?
Czarter, czyli ile to naprawdę kosztuje?
To pytanie pojawia się zawsze.
— Ile kosztuje jacht?
Odpowiedź brzmi: zależy.
Od terminu, modelu, sezonu, długości czarteru, wyposażenia i wielu innych rzeczy.
Do ceny czarteru mogą dojść jeszcze paliwo, opłaty portowe, sprzątanie końcowe czy dodatkowe usługi.
I właśnie wtedy rozpoczyna się najbardziej kreatywna część rejsu, czyli matematyka.
— Jacht kosztuje sześć tysięcy.
— Jest nas ośmiu?
— Jest.
— Czyli po siedemset pięćdziesiąt złotych!
Wszyscy są zadowoleni.
Do momentu, w którym ktoś przypomina o paliwie.
Ktoś inny wspomina o portach.
Następna osoba mówi, że przecież trzeba coś jeść.
A jeszcze inna przypomina, że skoro już jesteśmy na Mazurach, to może warto choć raz zatrzymać się w miejscu, gdzie nie trzeba gotować na kuchence jachtowej.
I nagle okazuje się, że pierwotne siedemset pięćdziesiąt złotych było dopiero początkiem.
Dlatego warto przed rezerwacją dokładnie przeczytać ofertę i umowę. Nie dlatego, że armatorzy ukrywają tam tajemnicze zapisy pisane niewidzialnym atramentem. Po prostu dobrze wiedzieć, co jest w cenie, a co może pojawić się dodatkowo.
Zasada jest prosta:
Jeżeli coś nie jest w cenie, to prawdopodobnie nie jest w cenie.
To jedna z najstarszych zasad ekonomii, zaraz po tej, która mówi, że pieniądze przeznaczone na wakacje kończą się zwykle szybciej niż same wakacje.
Kaucja, czyli „przecież niczego nie uszkodzimy”
Przed rejsem wszyscy są spokojni.
— Niczego nie uszkodzimy.
— Oczywiście.
— Będziemy uważać.
I naprawdę wszyscy mają dobre intencje.
Problem pojawia się czasami dopiero później.
— A ten uchwyt był?
— Chyba tak.
— A ta rysa?
— Wydaje mi się, że była.
— A ten element?
— Nie wiem. Przed chwilą wyglądał inaczej.
Dlatego przy odbiorze jachtu warto dokładnie go obejrzeć. Jeżeli coś jest uszkodzone, należy to zgłosić. Zdjęcia również mogą być dobrym pomysłem.
Nie dlatego, że ktoś od razu planuje zatrzymać kaucję.
Po prostu pamięć po tygodniu rejsu może być zaskakująco wybiórcza.
W poniedziałek wszyscy dokładnie wiedzą, gdzie znajduje się każdy element wyposażenia.
We wtorek wiadomo już trochę mniej.
W środę ktoś pyta, czy na pewno mieliśmy dwie latarki.
W czwartek nikt nie pamięta, gdzie jest jedna.
W piątek wszyscy są przekonani, że od początku była tylko jedna.
Dokładne sprawdzenie jachtu przy odbiorze jest korzystne dla obu stron. Im więcej informacji zostanie ustalonych na początku, tym mniej pytań pojawi się na końcu.
Najlepszy scenariusz wygląda tak:
— To uszkodzenie było zgłoszone.
— Rzeczywiście.
— Wszystko się zgadza.
— Kaucja wraca.
— Do zobaczenia.
Najgorszy scenariusz zaczyna się od zdania:
„A czy to powinno zostać na dnie?”
Co zabrać na jacht?
Tutaj również można wyróżnić dwa podstawowe typy żeglarzy.
Pierwszy przyjeżdża z małym plecakiem.
Drugi przyjeżdża z wyposażeniem, które pozwoliłoby przeżyć na bezludnej wyspie przez najbliższe trzy miesiące.
Pierwszy mówi:
— Mam wszystko.
Drugi odpowiada:
— Na pewno nie masz.
Po czym wyciąga z torby przedmiot, którego nikt nie potrafi zidentyfikować.
Na jachcie naprawdę nie trzeba mieć całej garderoby. Warto zabrać ubrania na różne warunki pogodowe, wygodne obuwie, ręcznik, krem z filtrem, podstawowe lekarstwa i rzeczy, których rzeczywiście będziemy używać.
Mazury mają jednak jedną charakterystyczną cechę. Pogoda potrafi zmienić zdanie szybciej niż załoga podczas planowania trasy.
Rano świeci słońce.
Po południu pada.
Wieczorem robi się zimno.
A następnego dnia ktoś mówi:
— Przecież miało być pięknie.
Oczywiście miało.
Pogoda również czyta prognozy, ale nie zawsze się z nimi zgadza.
Planowanie trasy, czyli dokąd płyniemy?
Przed rejsem niemal zawsze powstaje plan.
Czasami nawet bardzo szczegółowy.
— W poniedziałek płyniemy tutaj.
— We wtorek tutaj.
— W środę tutaj.
— W czwartek wracamy.
To bardzo dobry plan.
Do momentu, w którym wiatr zaczyna wiać z innej strony.
Albo ktoś odkrywa piękną zatokę.
Albo pojawia się pomysł na kąpiel.
Albo ktoś słyszy o świetnej restauracji.
Albo załoga zgodnie stwierdza, że skoro jesteśmy na Mazurach, to nie ma sensu się spieszyć.
I nagle plan A zamienia się w plan B.
Plan B w plan C.
A plan C kończy się przy ognisku.
Po czym wszyscy zgodnie mówią:
— Dokładnie tak miało być.
I to jest właśnie piękne w żeglowaniu.
Plan jest potrzebny.
Ale równie potrzebna jest umiejętność odejścia od planu.
Mazury nie są wyścigiem. Nie trzeba każdego dnia przepłynąć określonej liczby kilometrów tylko po to, żeby wieczorem móc powiedzieć, że przepłynęło się określoną liczbę kilometrów.
Czasami najlepszy dzień rejsu to ten, w którym przepłynęliśmy niewiele, ale znaleźliśmy miejsce, do którego chcemy wrócić.
Odbiór jachtu, czyli moment, w którym wszyscy nagle znają się na żeglarstwie
Podczas odbioru jachtu warto słuchać.
Naprawdę.
Warto wiedzieć, jak działa silnik, gdzie znajduje się główny wyłącznik prądu, jak korzystać z instalacji, gdzie są zawory, jak działa toaleta i gdzie znajduje się wyposażenie ratunkowe.
W teorii wszyscy słuchają.
W praktyce jedna osoba słucha, druga robi zdjęcia, trzecia sprawdza lodówkę, czwarta ogląda kabinę, piąta pyta, czy można już płynąć, a szósta właśnie odkryła, że na jachcie jest Wi-Fi.
Warto jednak poświęcić chwilę na zapoznanie się z jednostką.
Bo wszystko jest bardzo proste, dopóki działa.
— Tutaj jest główny wyłącznik prądu.
— Rozumiem.
Dwa dni później:
— Gdzie jest główny wyłącznik?
— Tutaj.
— Ale gdzie dokładnie?
— No tutaj.
I nagle cała załoga rozpoczyna poszukiwania.
Dlatego naprawdę warto zapamiętać podstawowe informacje podczas odbioru.
Nie ma nic złego w pytaniu:
— A jak to działa?
Znacznie gorzej jest później powiedzieć:
— Nie wiem, ale już nacisnąłem.
Pierwsze cumowanie, czyli moment prawdy
Do portu zbliża się jacht.
Sternik spokojnie obserwuje sytuację.
Załoga przygotowuje odbijacze i cumy.
Wszystko jest pod kontrolą.
Przynajmniej przez pierwsze trzydzieści sekund.
Potem zaczyna się:
— Lewo!
— Prawo!
— Wolniej!
— Szybciej!
— Stój!
— Nie stój!
— Odbijacz!
— Mam!
— To jest cuma!
— Wiem!
— To dlaczego trzymasz ją jak odbijacz?
Sternik próbuje zachować spokój.
Jacht zbliża się do kei.
Wszyscy nagle milkną.
Jacht przybija.
Nikt nie wyskakuje do wody.
Nie odpływa sąsiednia łódka.
Nie urywa się reling.
Zapada cisza.
Po chwili ktoś mówi:
— No. Idealnie.
I od tego momentu osoba, która wykonała manewr, przez resztę rejsu będzie przedstawiana jako ekspert od cumowania.
Tak powstają żeglarskie legendy.
Sprzątanie końcowe, czyli temat, który wymaga odrobiny zdrowego rozsądku
W wielu ofertach czarterowych znajduje się opłata za sprzątanie końcowe.
I bardzo dobrze.
Nie oznacza to jednak, że po zakończeniu rejsu można zostawić jacht w stanie, który wymaga udziału ekipy dochodzeniowej.
Jeżeli załoga wraca z plaży, dobrze jest otrzepać nogi.
Jeżeli coś się rozleje, warto to wytrzeć.
Jeżeli śmieci znajdują się w worku, warto je wyrzucić.
Jeżeli na podłodze znajduje się pół plaży, można spróbować zmniejszyć jej powierzchnię.
Sprzątanie końcowe nie oznacza, że czarterujący ma po tygodniu rejsu samodzielnie przeprowadzić remont kapitalny jednostki. Nie oznacza jednak również, że jacht można oddać w stanie, w którym kolejna załoga będzie się zastanawiała, czy właśnie rozpoczyna rejs, czy może bierze udział w eksperymencie społecznym.
Wystarczy zwykła zasada:
Zostaw po sobie jacht w takim stanie, w jakim sam chciałbyś go odebrać.
To naprawdę nie jest skomplikowane.
Jacht to nie samochód
Jacht ma swoją bezwładność.
Reaguje na wiatr.
Reaguje na fale.
Czasami reaguje również na decyzje sternika, których sternik nie planował.
Nie zatrzymuje się natychmiast.
Nie skręca dokładnie tak jak samochód.
A betonowa keja jest twarda.
Bardzo twarda.
Dlatego warto słuchać sternika, obserwować otoczenie i nie przeceniać swoich umiejętności.
Najbardziej niebezpieczne zdanie na jachcie brzmi:
„Spokojnie, ja wiem, co robię.”
Zwłaszcza jeśli wypowiada je osoba, która właśnie pierwszy raz w życiu trzyma ster.
Z drugiej strony, każdy kiedyś pierwszy raz trzymał ster.
Dlatego w SailsTeam nie mamy problemu z tym, że ktoś czegoś nie wie.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś nie wie, ale jest absolutnie przekonany, że wie.
Po co właściwie ten cały czarter?
Po to, żeby wypłynąć.
Po to, żeby oderwać się od codzienności.
Po to, żeby spędzić czas z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi albo grupą ludzi, którzy przed rejsem byli znajomymi, a po rejsie stali się rodziną.
Po to, żeby zobaczyć Mazury z innej perspektywy.
Żeby rano wypić kawę na pokładzie.
Żeby wieczorem patrzeć na zachodzące słońce.
Żeby przez kilka dni nie myśleć o korkach, mailach, spotkaniach i tym, że ktoś znowu zapomniał wyłączyć światło w biurze.
Czarter jachtu nie musi być skomplikowany.
Wystarczy wybrać odpowiednią jednostkę, zaplanować rejs, przeczytać warunki czarteru, rozsądnie korzystać z jachtu i pamiętać, że na wodzie warto mieć trochę pokory.
Reszta przyjdzie sama.
A jeśli coś pójdzie nie tak?
Jeśli zgubisz się w porcie?
Jeśli wiatr zmieni kierunek?
Jeśli planowany rejs do jednego miejsca skończy się zupełnie gdzie indziej?
Jeśli ktoś podczas cumowania krzyknie „lewo”, a ktoś inny „prawo”?
Cóż.
Będzie o czym opowiadać.
A właśnie z takich historii najczęściej powstają najlepsze wspomnienia.
Po 37 latach żeglowania możemy powiedzieć jedno: można przeczytać wszystkie poradniki świata, obejrzeć wszystkie filmy instruktażowe i dokładnie zaplanować każdy dzień rejsu.
A potem wypłynąć i przekonać się, że Mazury miały własny plan.
I bardzo często jest to plan znacznie ciekawszy.
Dlatego wynajmij jacht, zabierz dobrych ludzi i wypłyń.
Nie musisz wiedzieć wszystkiego.
Nie musisz być kapitanem od pierwszego dnia.
Nie musisz znać wszystkich węzłów, wszystkich portów i wszystkich żeglarskich określeń.
Wystarczy, że będziesz rozsądny, będziesz pytał, gdy czegoś nie wiesz, i będziesz pamiętał, że jacht pożyczony od armatora nie jest miejscem, w którym można testować wszystkie pomysły zaczynające się od słów:
„A ciekawe, co się stanie, jeśli…”
A jeśli po powrocie ktoś zapyta:
— Jak było?
Możesz odpowiedzieć:
— Fantastycznie.
A jeśli dopyta:
— Co robiliście?
Wtedy najlepiej powiedzieć prawdę:
— Żeglowaliśmy, odpoczywaliśmy, śmialiśmy się, trochę się zgubiliśmy, prawie idealnie zacumowaliśmy i wydarzyło się kilka rzeczy, o których nie będziemy opowiadać armatorowi, bo na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
I właśnie dlatego warto czarterować jachty.
Bo na Mazurach każdy rejs jest trochę inny.
Każda załoga ma własną historię.
Każdy sternik ma swój sposób na cumowanie.
A każdy jacht, prędzej czy później, ma swoją opowieść.
Do zobaczenia na wodzie.
SailsTeam
Whattsapp
+48 604 447 882
Loven Marina
ul. Świętego Brunona 4
11-500 Giżycko
ul. Zakalwaria 25
05-530 Góra Kalwaria
Social media