Żeglarstwo od lat obrasta legendami. Niektóre są przekazywane z pokolenia na pokolenie, inne rodzą się wieczorami przy kei, kiedy załoga zaczyna wspominać minione rejsy. Zwykle po kilku opowieściach wiatr był już silniejszy, fale większe, a jacht ledwie uszedł z życiem. Nikt oczywiście nie wspomina, że największym zagrożeniem tamtego dnia był brak kawy albo źle zabezpieczona patelnia. W efekcie wiele osób nadal uważa, że żeglarz musi mieć siwą brodę, czapkę kapitańską, własny jacht i spojrzenie człowieka, który osobiście negocjował warunki pogodowe z Neptunem. Powinien też znać wszystkie węzły, odczytywać kierunek wiatru po zachowaniu mew i bez mapy dopłynąć z Giżycka do Sztynortu, nawet gdyby ktoś dla utrudnienia zasłonił mu oczy.
Tymczasem prawdziwe żeglarstwo wygląda znacznie bardziej zwyczajnie. Każdy kiedyś pierwszy raz wszedł na jacht, nie wiedział, gdzie jest toaleta, zastanawiał się, dlaczego wszystkie liny mają nazwy i dlaczego kapitan mówi „spokojnie”, dokładnie wtedy, gdy na pokładzie zaczyna robić się bardzo niespokojnie.
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest przekonanie, że na jacht można wejść dopiero wtedy, gdy zna się wszystkie żeglarskie komendy, potrafi wiązać węzły jedną ręką i bez problemu odróżnia szot od fału. Na szczęście rzeczywistość jest mniej wymagająca. Każdy żeglarz kiedyś zaczynał. Każdy po raz pierwszy stanął przy sterze, pierwszy raz stawiał żagle i pierwszy raz usłyszał komendę, której znaczenia domyślił się dopiero po tym, jak wszyscy zaczęli wykonywać ją jednocześnie.
Żeglowania można nauczyć się krok po kroku. Na początku wystarczy ciekawość, uważność i gotowość do słuchania. Nikt nie oczekuje, że podczas pierwszego rejsu będziesz prowadzić jacht w trudnych warunkach. Warto natomiast wiedzieć, że gdy kapitan prosi o podanie konkretnej liny, nie należy z pełnym przekonaniem ciągnąć za pierwszą, która znajduje się w zasięgu ręki. Jacht zwykle wybacza, ale załoga może przez chwilę patrzeć w milczeniu.
Po kilku dniach człowiek zaczyna rozumieć, po co są poszczególne liny, dlaczego żagle trzeba odpowiednio ustawiać i czemu podczas manewrów nie warto prowadzić rozmowy o tym, co będzie na obiad. A później sam mówi do nowej osoby: „Podaj mi szot”, tonem człowieka, który właśnie wrócił z wieloletniej wyprawy oceanicznej.
Dawne żeglarstwo kojarzyło się z przemoczonym sztormiakiem, twardą koję i kubkiem herbaty, który podczas przechyłu próbował opuścić jacht bez zgody załogi. Dzisiaj wiele jachtów turystycznych oferuje warunki, których dawni żeglarze prawdopodobnie nie uznaliby za prawdziwe. Wygodne koje, kuchnia, lodówka, ogrzewanie, instalacja elektryczna, toaleta, a czasem nawet prysznic — wszystko to można znaleźć na współczesnych jednostkach. Oczywiście jacht nadal nie jest apartamentem. Ma ograniczoną przestrzeń, niskie przejścia i własny system organizacji, którego podstawowa zasada brzmi: jeśli czegoś nie zabezpieczysz, prędzej czy później spadnie. Życie na jachcie wymaga kilku przyzwyczajeń. Trzeba nauczyć się poruszać w ograniczonej przestrzeni, pamiętać, gdzie odłożyło się rzeczy, i zaakceptować, że po kilku dniach każdy dokładnie wie, kto zostawił mokry ręcznik w kabinie. W zamian każdego ranka można otworzyć luk i zobaczyć inne miejsce. Raz będzie to spokojna zatoka, innym razem port pełen masztów, a kolejnego dnia jezioro przykryte poranną mgłą. W hotelu widok zwykle się nie zmienia. Chyba że ktoś przesunie samochód na parkingu.
Własny jacht potrafi być kosztownym hobby. Trzeba go kupić, utrzymywać, serwisować, ubezpieczyć i znaleźć dla niego miejsce. W pewnym momencie można nawet zacząć podejrzewać, że jacht ma większe potrzeby finansowe niż część rodziny. Na szczęście, aby żeglować, nie trzeba od razu kupować łodzi. Nie trzeba też budować portu na końcu ogrodu ani przekonywać sąsiadów, że maszt wystający nad dachem jest elementem nowoczesnego projektu architektonicznego.
Jacht można wyczarterować, a koszt rejsu podzielić między uczestników. Dzięki temu wakacje na wodzie często okazują się porównywalne cenowo z wyjazdem do pensjonatu. Różnica jest taka, że na jachcie codziennie można zmieniać miejsce, a jeśli sąsiedni jacht zacznie grać szanty o szóstej rano, zawsze istnieje możliwość odpłynięcia.
Z brzegu żeglarstwo wygląda niezwykle spokojnie. Jacht płynie, żagle pracują, ktoś siedzi przy sterze, a reszta załogi patrzy w dal. Można odnieść wrażenie, że wszyscy są na bardzo długiej przerwie. W rzeczywistości jacht jest niewielkim, pływającym zespołem. Trzeba przygotować go do wyjścia, postawić żagle, obserwować pogodę, pilnować kursu, pomagać podczas manewrów, cumować, gotować i dbać o porządek. Każdy może znaleźć dla siebie zajęcie. Jedni prowadzą jacht, inni obsługują żagle, ktoś przygotowuje obiad, a ktoś próbuje odnaleźć rzecz, którą pięć minut wcześniej odłożył „w bezpieczne miejsce”.
Żeglarstwo uczy współpracy. Na jachcie bardzo szybko okazuje się, że nie da się zrobić wszystkiego samemu. Nawet najlepszy kapitan potrzebuje załogi, a załoga potrzebuje kapitana, który nie wyda pięciu różnych poleceń w ciągu dziesięciu sekund. Po kilku dniach ludzie, którzy wcześniej się nie znali, potrafią sprawnie postawić żagle, przygotować jacht do manewru i wspólnie ustalić, kto zapomniał kupić pieczywo. To ostatnie zwykle wymaga najwięcej negocjacji.
Silny wiatr może dostarczyć emocji, ale nie zawsze oznacza lepsze żeglowanie. Czasami najlepszy dzień na wodzie to ten, podczas którego jacht płynie spokojnie, żagle są dobrze ustawione, a załoga może rozmawiać bez konieczności krzyczenia. Dobry żeglarz nie ocenia udanego rejsu wyłącznie po prędkości, wielkości przechyłu i liczbie osób, które zapytały: „Czy to normalne?”. Potrafi dopasować żagle do warunków, obserwować pogodę i ocenić możliwości załogi.
Jeżeli wiatr staje się zbyt silny, można zmniejszyć powierzchnię żagli, zmienić trasę albo zostać w porcie. Nie jest to oznaka słabości. Jest to rozsądek. Choć trzeba przyznać, że czasami trudniej przekonać do tego załogę niż sam wiatr do zmiany kierunku. Na wodzie nie wygrywa ten, kto za wszelką cenę dopłynie najdalej. Wygrywa ten, kto bezpiecznie wróci i nadal będzie miał ochotę wypłynąć następnego dnia.
Kapitan powinien mieć wiedzę, doświadczenie i umiejętność podejmowania decyzji. Nie oznacza to jednak, że zna odpowiedź na każde pytanie, przewiduje pogodę z tygodniowym wyprzedzeniem i potrafi naprawić wszystko przy użyciu jednego śrubokręta. Pogoda potrafi się zmienić, sprzęt może odmówić współpracy, a port, który na mapie wyglądał na pusty i spokojny, może nagle wypełnić się jachtami, motorówkami i ludźmi przekonanymi, że ich jednostka zajmuje dokładnie tyle miejsca, ile akurat potrzebują. Dobry kapitan nie udaje nieomylnego. Sprawdza prognozy, korzysta z map, obserwuje sytuację i potrafi powiedzieć: „Sprawdźmy”, „Zmieniamy plan” albo „Dzisiaj zostajemy w porcie”. Ta ostatnia decyzja bywa trudna, szczególnie gdy połowa załogi już założyła okulary przeciwsłoneczne, a druga przygotowała się do robienia zdjęć na dziobie. Bezpieczeństwo nie powinno jednak zależeć od tego, ile osób zdążyło wrzucić relację do internetu.
To jeden z mitów, który warto zakończyć bez długiej dyskusji. Woda nie sprawdza wieku, doświadczenia ani liczby przebytych mil. Nie interesuje jej również, że ktoś świetnie pływał na basenie dwadzieścia lat temu i nadal uważa, że jest w doskonałej formie. Nagłe wpadnięcie do zimnej wody, silny wiatr, fala, uraz lub utrata orientacji mogą sprawić, że nawet doświadczony pływak znajdzie się w trudnej sytuacji. Kamizelka nie jest oznaką braku umiejętności. Jest elementem wyposażenia, który może uratować życie. Doświadczeni żeglarze zakładają kamizelki nie dlatego, że się boją, lecz dlatego, że wiedzą, jak szybko sytuacja na wodzie może się zmienić. Rozsądek nie odbiera nikomu żeglarskiego charakteru. Za to jego brak potrafi bardzo szybko zakończyć rejs.
Zasady pierwszeństwa na wodzie są bardziej skomplikowane, niż sugeruje popularne zdanie: „My mamy pierwszeństwo”. Zależą od rodzaju jednostki, sposobu jej poruszania się, kierunku żeglugi i konkretnej sytuacji. Nawet jeśli przepisy dają nam pierwszeństwo, nie oznacza to, że możemy przestać obserwować otoczenie. Pierwszeństwo nie zatrzymuje drugiej jednostki. Nie zmienia jej kursu i nie sprawia, że jej sternik nagle odzyska koncentrację. Można mieć rację i jednocześnie znaleźć się w bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Dlatego na wodzie lepiej czasami ustąpić, niż później prowadzić długą dyskusję o przepisach, stojąc przy kei i oglądając świeżo uszkodzony reling.
Mazury są doskonałym miejscem do nauki i turystycznego żeglowania, ale nie są ogromnym basenem z namalowanymi liniami torów. Duże jeziora potrafią szybko zmienić swoje oblicze. Wiatr może przybrać na sile, pojawiają się fale, a wąskie przejścia, kanały, mosty i intensywny ruch jednostek wymagają koncentracji.
W sezonie na mazurskich szlakach spotykają się jachty żaglowe, motorówki, houseboaty, skutery wodne i jednostki, których załogi dopiero odkrywają, że duża łódź nie zatrzymuje się tak szybko jak samochód. Dlatego warto obserwować wodę, przewidywać zachowania innych użytkowników szlaku i nie zakładać, że wszyscy widzą sytuację dokładnie tak samo jak my. Szczególnie wtedy, gdy ktoś płynie prosto na nas i wygląda, jakby właśnie odkrył, że telefon ma zasięg.
Żagle są sercem jachtu, ale silnik jest ważnym narzędziem. Pomaga bezpiecznie wejść do portu, wykonać manewr, przepłynąć przez kanał albo wrócić do przystani, gdy wiatr postanowił zakończyć pracę na dany dzień. Korzystanie z silnika nie jest zdradą żeglarskiej tradycji. Jacht ma służyć załodze, a nie zmuszać ją do udowadniania, kto jest większym romantykiem. Czasami piękny dzień pod żaglami kończy się spokojnym powrotem na silniku. I nadal jest to udany dzień na wodzie. Zwłaszcza jeśli dzięki temu zdążymy do portu przed zamknięciem kuchni.
To być może największy mit ze wszystkich. Jacht jest jednym z najlepszych miejsc do nauki. Można spróbować sterowania, nauczyć się obsługi żagli, poznać podstawowe węzły i zobaczyć, jak wygląda życie na wodzie. Pierwszy rejs nie musi być wielką wyprawą przez ocean. Może być jednodniową przygodą, weekendem na Mazurach albo kilkudniowym rejsem z doświadczonym sternikiem.
Nie trzeba od razu zdobywać patentu, kupować profesjonalnego sztormiaka ani udawać, że od zawsze wiedziało się, co oznacza słowo „szpring”.
Wystarczy wejść na pokład, słuchać, obserwować i dać sobie czas. Być może pierwszego dnia pomylisz nazwę jednej z lin. Możliwe, że podczas cumowania będziesz zastanawiać się, dlaczego wszyscy nagle zaczęli mówić szybciej. Niewykluczone, że po kilku godzinach odkryjesz, iż jacht potrafi przechylić się bardziej, niż zakładałeś, a kapitan nadal zachowuje spokój. Ale po kilku dniach może wydarzyć się coś znacznie ważniejszego. Przestaniesz sprawdzać telefon. Codzienne sprawy zaczną wydawać się mniej pilne. Poranki staną się spokojniejsze, wieczory w porcie dłuższe, a zwykła kawa będzie smakować inaczej, kiedy wypijesz ją na pokładzie. I właśnie wtedy okaże się, że żeglarstwo nie jest ani sportem dla wybranych, ani drogą dostępną wyłącznie dla ludzi z brodą i własnym jachtem.
Żeglarstwo wymaga ciekawości, odpowiedzialności, szacunku do wody i odrobiny poczucia humoru. Reszty można się nauczyć. A jeśli po pierwszym rejsie nadal nie będziesz wiedzieć, czym różni się szot od fału, nie przejmuj się. Najważniejsze, że będziesz już wiedzieć, dlaczego ludzie wracają na jachty. Bo żeglarstwo ma pewną niebezpieczną właściwość. Zaczyna się niewinnie. Od jednego weekendu, kilku godzin pod żaglami i zdania: „Zobaczę tylko, jak to wygląda”. Później człowiek kupuje żeglarską kurtkę, zaczyna sprawdzać prognozę wiatru częściej niż pogodę w swoim mieście i przez pół roku zastanawia się, gdzie popłynie w kolejnym sezonie.
A potem już nie ma odwrotu.
Pozostaje tylko jedno pytanie:
Kiedy wypływamy?
Whattsapp
+48 604 447 882
Loven Marina
ul. Świętego Brunona 4
11-500 Giżycko
ul. Zakalwaria 25
05-530 Góra Kalwaria
Social media