08 lipca 2026

Pokora żeglarska. Czego nauczyłem się, przechodząc na drugą stronę burty

Żeglarstwo od zawsze było dla mnie czymś więcej niż sposobem na spędzenie urlopu. Było szkołą charakteru, odpowiedzialności i pokory. Uczyło współpracy, cierpliwości oraz szacunku do ludzi i sprzętu. Przez wiele lat poznawałem ten świat wyłącznie z perspektywy czarterującego. Każdej zimy planowałem kolejny rejs, studiowałem mapy, analizowałem prognozy pogody i odliczałem dni do chwili, kiedy ponownie postawię żagle. Jak większość żeglarzy chciałem wykorzystać każdą godzinę spędzoną na wodzie. Wydawało mi się, że dobrze rozumiem, jak funkcjonuje rynek czarterów i z jakimi wyzwaniami mierzą się armatorzy.

Dopiero kiedy sam stanąłem po drugiej stronie burty (zostałem armatorem), zrozumiałem, jak bardzo się myliłem.

Nie mam za sobą kilkudziesięciu lat doświadczenia jako armator. Dopiero od tego sezonu zajmuję się przygotowywaniem i wynajmowaniem jachtów. Mam jednak za sobą wiele lat żeglowania na jednostkach czarterowych i właśnie dlatego zmiana perspektywy okazała się dla mnie tak zaskakująca. Nagle zobaczyłem rzeczy, których jako klient zwyczajnie nie dostrzegałem.

Kiedyś wydawało mi się naturalne, że skoro czarter trwa do określonej godziny, to warto wykorzystać go do ostatniej minuty. Przecież zapłaciłem za cały tydzień. Chciałem wrócić do portu jak najpóźniej, nacieszyć się jeszcze chwilą na wodzie i dopiero wtedy oddać jacht.

Dzisiaj wiem, że ta dodatkowa godzina bardzo często oznacza godzinę mniej na przygotowanie jednostki dla kolejnej załogi.

Za pozornie prostym przekazaniem jachtu stoi ogrom pracy, której klient zazwyczaj nie widzi. Trzeba dokładnie posprzątać wnętrze, umyć pokład, sprawdzić olinowanie, silnik, instalację elektryczną, wodną i gazową, uzupełnić wyposażenie, wymienić uszkodzone elementy, przejrzeć żagle, przygotować dokumentację i często jeszcze pojechać po części zamienne. W sezonie letnim wszystko to dzieje się w ciągu kilku godzin pomiędzy jednym rejsem a drugim.

Jeżeli jedna załoga spóźni się z oddaniem jachtu o dwie lub trzy godziny, ten czas po prostu znika. Nie można go odzyskać. Armator pracuje później do późnego wieczora albo zaczyna następny dzień o świcie tylko po to, aby kolejni żeglarze mogli rozpocząć swój urlop zgodnie z planem.

Jeszcze niedawno patrzyłem na tę sytuację wyłącznie z perspektywy własnego rejsu. Dzisiaj wiem, że każda godzina ma znaczenie.

Podobnie zmieniło się moje spojrzenie na opłatę za sprzątanie.

Przez wszystkie lata korzystania z czarterów nigdy nie zostawiłem po sobie bałaganu. Nie dlatego, że ktoś mi to kazał robić. Po prostu uważałem, że tak należy. Zamiatałem podłogę, wynosiłem śmieci, myłem naczynia i zostawiałem jacht w takim stanie, w jakim sam chciałbym go odebrać.

Dzisiaj coraz częściej spotykam się z zupełnie innym podejściem.

Niektórzy uznają, że skoro zapłacili za usługę sprzątania, mogą pozostawić po sobie dosłownie wszystko. Na podłodze zostaje piasek wniesiony przez całą załogę, w messie leżą papierki po cukierkach rozsypane przez dzieci, w bakistach znajdują się puste butelki, a w kambuzie czekają brudne naczynia. Zdarza się nawet, że śmieci pozostają na jachcie, bo przecież „od tego jest sprzątanie”.

Nie, od tego nie jest sprzątanie.

Opłata serwisowa nie oznacza zgody na pozostawienie bałaganu. Jest wynagrodzeniem za profesjonalne przygotowanie jachtu dla następnej załogi. Obejmuje mycie pokładu, dezynfekcję sanitariatów, kontrolę wyposażenia, uzupełnienie braków i wiele innych czynności, których często nawet nie widać. Nie zastępuje jednak zwykłej kultury i szacunku do cudzej własności.

Przecież nikt rozsądny nie zostawia pokoju hotelowego zasypanego śmieciami tylko dlatego, że rano przyjdzie obsługa. Dlaczego więc czasami podobnie traktuje się jachty?

Jeszcze bardziej zmieniło się moje spojrzenie na kwestie techniczne.

Kiedy byłem wyłącznie czarterującym, każda usterka wydawała mi się czymś, czego można było uniknąć. Dzisiaj wiem, że jacht nie jest eksponatem muzealnym ani samochodem stojącym w salonie sprzedaży. To jednostka pływająca, która każdego dnia pracuje pod ogromnymi obciążeniami. Liny przenoszą siły liczone w setkach kilogramów, żagle walczą z wiatrem, pompy pracują w wilgotnym środowisku, a silnik funkcjonuje w zupełnie innych warunkach niż samochód osobowy.

Czy awarie się zdarzają?

Oczywiście.

Pytanie nie brzmi jednak, czy wystąpią, ale kiedy. Najważniejsze jest to, jak armator na nie reaguje. Z mojego puntu widzenia to kwestia kluczowa.

Osobiście zawsze proszę załogi o jedną rzecz. Jeżeli podczas rejsu zauważycie coś niepokojącego, powiedzcie mi o tym. Nie po to, aby szukać winnych. Nie po to, aby kogokolwiek obciążać kosztami. Chcę po prostu wiedzieć, co wymaga poprawy, ponieważ dzięki temu kolejna załoga otrzyma jacht w lepszym stanie. Czasem też podpowiecie, co można udoskonalić, aby żeglowanie było jeszcze przyjemniejsze. Traktuję czarterujących jak partnerów, bo to właśnie oni spędzają na jednostce tydzień lub dwa i często zauważają rzeczy, których nie da się dostrzec podczas kilkugodzinnego przeglądu w porcie. Czasem jest to przecierająca się linka, czasem poluzowana szekla, czasem niewielka nieszczelność instalacji wodnej. Takie informacje są bezcenne.

Ku mojemu zaskoczeniu nie wszyscy patrzą na to w ten sam sposób. Niestety, coraz częściej spotykam się z podejściem, które można streścić w słowach: „Płacę i wymagam.” 

Rozumiem tę zasadę. Sam jako klient również oczekuję wysokiej jakości usług. Jeżeli płacę za czarter, chcę otrzymać jacht sprawny, bezpieczny i przygotowany do rejsu. Problem pojawia się wtedy, gdy druga część tej relacji przestaje istnieć, bo przecież równie dobrze można powiedzieć: „Korzystam i dbam.”

Żeglarstwo od zawsze opierało się na odpowiedzialności. Kapitan odpowiada za załogę, załoga pomaga kapitanowi, a wszyscy wspólnie dbają o jednostkę. Nie jest to zwykła usługa polegająca na przekazaniu kluczyków. Jacht przez kilka dni staje się domem, a dom – nawet wynajęty – warto zostawić w dobrym stanie.

 

Internet pełen jest opinii o armatorach. Bardzo dobrze, że są. Sam je czytam i wyciągam z nich wnioski. Martwi mnie jednak coś innego. Opinia bardzo często pokazuje jedynie końcowy efekt, nie pokazując całej drogi prowadzącej do danej sytuacji.

Czytelnik widzi informację o usterce, ale nie widzi, że została usunięta tego samego dnia. Widzi brak jakiegoś elementu wyposażenia, ale nie wie, że został dostarczony następnego ranka. Czyta o problemach technicznych, ale nie dowiaduje się, że klient otrzymał rekompensatę lub zaproponowano mu inne rozwiązanie. Nie chodzi o to, aby udowadniać, że armator jest zawsze bez winy.

Nie jest!

Błędy zdarzają się każdemu. Mnie również. Chodzi jedynie o to, aby pamiętać, że każda historia ma dwie strony, a Im dłużej zajmuję się czarterami, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że największą wartością w żeglarstwie nie jest nowoczesny jacht ani najbogatsze wyposażenie.

Największą wartością są ludzie.

Ludzie, którzy potrafią ze sobą rozmawiać, wzajemnie sobie ufać i rozumieją, że po jednej stronie stoi klient oczekujący wymarzonego urlopu, a po drugiej człowiek, który robi wszystko, aby ten urlop przebiegł bezpiecznie i bezproblemowo.

Chciałbym, abyśmy jako środowisko żeglarskie pamiętali o jeszcze jednej zasadzie. Zasada „płacę i wymagam” ma swoje miejsce, ale nie powinna przesłaniać czegoś znacznie ważniejszego – żeglarskiej pokory.

Pokory wobec pogody, wobec sprzętu, wobec pracy innych ludzi i wobec faktu, że wszyscy jesteśmy tylko kolejnymi użytkownikami tych samych jachtów.

Jeżeli uda nam się zachować tę pokorę, zyskają na tym wszyscy – armatorzy, czarterujący i kolejne załogi, które po nas odbiorą cumy.

Bo ostatecznie żeglarstwo nigdy nie było wyłącznie o jachtach.

Zawsze było przede wszystkim o ludziach.

 

Whattsapp

+48 604 447 882

Loven Marina

ul. Świętego Brunona  4

11-500 Giżycko

ul. Zakalwaria 25

05-530 Góra Kalwaria

Social media